Ruszamy z cyklem wpisów o Drabinie Kreacji®, ale zanim opowiem Ci o najniższej możliwej pozycji na tym schemacie, nakreślę Ci:
💙 o co w ogóle chodzi z tą Drabiną,
💙na co to komu,
💙co się z nią zrobi,
💙i co w ogóle ma ona wspólnego ze zdrowiem,
Otóż… głównym założeniem moim i pewnie Twoim też, jest to, że chcesz być zdrowa (no bo kto nie chce?). Tylko że pod tym zdaniem może się kryć wiele różnych emocji i odczuć, a te emocje stanowią fundament Twojego chcenia. To znaczy, że warunkują realizację tego co chcesz.
Drabina Kreacji® to schemat, który pozwala uporządkować i zauważyć swój własny emocjonalny fundament chcenia. To nie jest tak, że jeśli jesteś niżej to źle i w ogóle coś z Tobą nie tak, a jak jesteś wyżej to jesteś kozak i wszyscy Cię lubią. Szczeble Drabiny nie podlegają ocenie moralnej (nie są ani dobre, ani złe). Po prostu są informacją, dzięki której możesz dobrać odpowiednie narzędzia, tak żeby Twoja praca nad zdrowiem była efektywna. Coś na zasadzie: zanim pójdziesz żaglować, to sprawdzasz czy w pobliżu masz jezioro i żaglówkę. Jeśli nie, to nie biegniesz do przodu tak długo, aż na jakąś trafisz, tylko je organizujesz.
W naszej podróży do zdrowia bardzo często zapominamy o tym, że musimy dobrać narzędzia do naszego aktualnego stanu zasobów, przez co nasze działania są nieefektywne i frustrujące.
Z Drabiną Kreacji® jest tak, że im się jest niżej (niższe szczeble) tym trudniej osiągnąć zdrowie działając bezpośrednio w temacie zdrowia. Czyli jak chcesz schudnąć to niewiele Ci da dieta, kiedy Twój fundament emocjonalny jest na niższych szczeblach Drabiny. To jest moment, w którym pracuje się pośrednio ze zdrowiem, po to żeby wybić się najpierw na wyższe szczebelki.
Im jest się wyżej na Drabinie, tym łatwiej, swobodniej i przyjemniej przechodzi nasz proces zdrowienia. Oczywiście możemy ciężko harować i walczyć, żeby uszczknąć kawałek zdrowia dla siebie, będąc na niższych poziomach, ale po co się tak męczyć?
Co ważne – z Drabiną Kreacji® się pracuje. To NIE jest schemat, na który się patrzy, mówi się ‘acha’ i idzie się dalej. Z tym się na serio pracuje przez cały proces zdrowienia. Dlatego warto podejść do tego na serio i pozwolić sobie zauważyć, na którym szczebelku tak naprawdę jesteś.
Poczucie braku
poziom -∞
(minus nieskończoność)
Rozwiń artykuł o poczuciu braku
Zaczynamy od najniższego poziomu, który znajduje się głęboko pod ziemią (na Drabinę jeszcze nie wchodzimy), czyli poczucia braku. Im mocniej czujemy brak, tym mocniej zakopujemy się pod ziemią i tym efektywniej oddalamy się od realizacji naszych celów/ intencji (czyli zdrowia).
Najłatwiej zrozumieć ten stan na przykładzie ludzi, którzy mieszkają w Afryce, tam gdzie są tereny pustynne i stale panuje susza. Kiedy zapytasz mieszkańców, czy chcieli by mieć wodę w domu, tak żeby leciała w kranie, odpowiedzą: oczywiście, że tak!
Tylko, że ich naturalnym stanem jest poczucie, że tej wody nie ma i stale jej brakuje. Nie ma w ogóle opcji, żeby woda na stałe była w domu. Nawet jeśli zbudują w swoim mieszkaniu system rurek, podgrzewacz do wody, filtry, pompę, wannę, kran… to i tak woda nie poleci, bo jej nie ma. W tym wypadku w ogóle nie opłaca się budować łazienki, bo po co?
Gdyby nawet zorganizować łazienkę i kran, z którego poleci woda, to ludzie zaczną nabierać ją do wszelkich możliwych pojemników, butelek, wiader, bo zaraz może się skończyć. Przecież żyjemy w Afryce. Tu wody nie ma.
Jeśli chcesz być zdrowa, ale Twój emocjonalny stan to poczucie braku, to wiesz że zdrowie jest nieosiągalne. Nie da się być w pełni zdrowym. Nawet jak na chwile poczujesz się lepiej, to zaraz wrócisz do swojej normy bólu i cierpienia. Dlatego najczęściej nie opłaca Ci się w ogóle inwestować czasu, energii i pieniędzy w jakiekolwiek rozwiązania.
Są takie osoby, które znajdą problem na każde rozwiązanie – one właśnie są w poczuciu braku.
I ten stan braku staje się normą, oczywistością, której na co dzień nie zauważamy, tylko staramy się jakoś sobie radzić i jakoś z tym żyć.
Wyobraź sobie teraz ludzi w średniowieczu. Dla nich brak bieżącej wody, kanalizacji, prądu, to norma i standard. Nikt tysiąc lat temu nie biadolił, że nie ma internetu światłowodowego. To, czego stale nam brak jest naszym fundamentem działań i często nie jesteśmy w stanie zauważyć, czego nam brakuje.
Ja np. zauważam i coraz mocniej utwierdzam się w tym, że tak ogólnie, jako społeczeństwo (nie wiem czy tylko polskie, czy ogólnie ludzkie), żyjemy w poczuciu braku ‘możliwości utrzymania zdrowia’. To znaczy, że możemy się starać, walczyć, podejmować próby, ale nie da się (wg nas) tak po prostu być zdrowym. To tak jakbyśmy ciągle musieli się starać i udowadniać, że jesteśmy ludźmi. Jak przestaniemy o to zabiegać i stale sobie to udowadniać, to przestajemy być ludźmi?
Sama widzisz, że będąc na tym poziomie nie ma sensu podejmować konkretnych, bezpośrednich działań w kierunku zdrowia, bo tylko mocniej udowodnimy sobie prawdziwość braku (z pustego i Salomon nie naleje).
Jeśli w jakimkolwiek aspekcie, temacie i wątku, jesteś na tym poziomie Drabiny Kreacji ® to potrzebujesz podejść do tego inaczej. Co można zrobić?
💙 Podzielić temat na mniejsze kawałki.
Każdy temat złożony jest z mniejszych wątków. Nawet jeżeli większość z nich emanuje brakiem, to zwykle jest choć jeden, który jest wyżej na Drabinie Kreacji®. Można się nim zająć, wyjść z nim na samą górę (poziom 7) i pozwolić, żeby on pociągnął inne wątki w tym temacie nieco wyżej.
💙 Zmienić otoczenie
To zaskakujące, ale otaczamy się ludźmi, którzy powielają nasze poglądy. Synchronizujemy się emocjonalnie do ludzi wokół. Jeśli żyjemy na pustyni, to wszyscy sąsiedzi mają ten sam brak. Ale kiedy się przeprowadzisz do jakiegokolwiek kraju europejskiego, to zauważysz, że woda i łazienka w domu to standard, nad którym nikt się nie zastanawia. Kiedy jesteś między ludźmi, dla których realizacja intencji zdrowia jest oczywista i naturalna, zaczynasz się synchronizować (mało przyjemny proces) z takim fundamentem emocjonalnym.
💙budować przestrzeń
Zanim cokolwiek wprowadzisz do swojej przestrzeni musisz mieć na to przestrzeń. Jeśli jej brakuje, to realizacja nawet najmniejszych kawałków jest niemożliwa. Żeby stworzyć przestrzeń w poczuciu braku, zaczyna się od mocno wycofanych konstruktów typu: a co by było gdyby, pozwoliłabym sobie zamarzyć, że wolno mi chcieć pomyśleć, że mogę kiedyś być zdrowa?
Czyli nie jesteś zdrowa, jeszcze tego nie chcesz, jeszcze nawet o tym nie marzysz. Tylko zastanawiasz się jakby to było zamarzyć i znowu – nie o samym zdrowiu, ale że wolno by Ci było go chcieć.
Im bardziej wycofany konstrukt, tym lepiej zostaje przyjęty przez układ nerwowy, który stwierdza: to jest tak daleko od zdrowia, że nie ma się czego bać.
W ten sposób, kroczek po kroczku budujesz sobie przestrzeń na przyszłe intencje i działania w kierunku zdrowia.
💙rozwijać świadomość
Rozwijanie świadomości działa podobnie jak zmiana otoczenia. Dociera do nas, że inni ludzie czują inaczej, są w innym stanie i w ogóle to są normalni ludzie, a nie jakieś super-koksy wymyślone przez AI. Im więcej mamy przykładów ludzi, którzy ogarnęli temat i zrealizowali, co chcieli, tym łatwiej pęka nam skorupa braku nad głową i tym łatwiej wyleźć nam na powierzchnię (na Drabinie Kreacji®)
💙 doceń to co masz
Ale uwaga. Nie chodzi tutaj o to, że jak oderwało Ci nogę, to masz się cieszyć, że została Ci jedna ręka. Chodzi o to, że w temacie, z którym jesteś na poczuciu braku, są wątki i tematy, które są już na poziomie 7 (mam co chcę i jest to dla mnie naturalne), tylko często tych rzeczy nie zauważamy. A to jest szkielet struktury, która może nas później wyciągnąć (zassać) do góry.
Musizm subiektywny
poziom -2
Rozwiń artykuł o poczuciu musizmu
Nadal jesteśmy pod powierzchnią gruntu, jeszcze nie udało się nam wyleźć na powierzchnię. Co się tutaj czuje?
💙 Muszę
💙 Powinnam
💙Nie wolno mi
💙 Nie powinnam
💙 Nie mogę
I uwaga!
Tutaj NIE chodzi o słowa, których użyjesz, ale o to, co naprawdę czujesz. Jeśli czujesz, że musisz, ale nauczyłaś się, że nie wolno (kolejny musizm!) używać słowa ‘muszę’ i stosujesz wygibasy słowne, żeby tylko go nie użyć, to i tak liczy się to, co czujesz.
Myślę, że nie muszę (heh) tłumaczyć Ci jak to jest czuć, że musisz najpierw ogarnąć sprawy wszystkich ludzi dookoła, albo że teraz jeszcze nie możesz się sobą zająć, bo milion innych rzeczy jest ważniejsze…
Najbardziej zauważalnym rezultatem bycia (emocjonalnie) w tym miejscu jest to, że nie dajesz sobie szansy na uzyskanie efektów, ponieważ nie podejmujesz niezbędnego działania. Nieważne ile rozwiązań będzie wokół Ciebie – przecież Ty to wszystko wiesz!
Jeśli coś chcesz – znajdziesz sposób.
Jeśli czegoś nie chcesz – znajdziesz powód.
No i to jest właśnie to miejsce, gdzie są tylko powody. Musizm nie pozwala Ci się zająć swoim zdrowiem.
Drugi wymiar musizmu, to druga skrajność. Żeby być zdrowa (dojść do zdrowia, lub go utrzymać) MUSISZ:
💙 wstawać wcześnie rano
💙 pić suplementy i adaptogeny
💙 zdrowo się odżywiać (bez wyjątków!)
💙 ćwiczyć co rano jogę
💙 jeździć do pracy na rowerze
💙 pić wodę z cytryną na czczo
💙 pić ocet
💙kupować i zajadać błonnik za 300zł
💙 chodzić przynajmniej 3x w tygodniu na siłownię
💙 być na permanentnej diecie
💙…. <dorzuć co tam chcesz>
I jednocześnie NIE WOLNO CI:
💙 Jeść cukru
💙 spędzać zbyt dużo czasu przed ekranem
💙 stresować się
💙 żyć w biegu
💙 myśleć tylko o sobie
💙 myśleć tylko o innych
💙 jeść przetworzonych czy gotowych posiłków
💙 przeciążać się
💙jeść jajek przed 12:00
💙łączyć pomidorów i ogórków
💙…
Gdyby zebrać do kupy wszystkie rady, co musisz, a czego Ci nie wolno, żeby osiągnąć zdrowie, to wyszła by z tego niezła komedia.
Niestety, specjaliści, którzy pracują w starym paradygmacie zdrowia dobrze wiedzą, jak wzbudzić w Tobie poczucie musizmu, żeby Ci się wydawało, że ich sposób to jedyna nadzieja i jedyne słuszne rozwiązanie, które powinnaś zastosować, jeśli chcesz być zdrowa. Jak nie chcesz stosować takich metod, to znaczy, że wcale nie zależy Ci na zdrowiu!
Jeśli jesteś na poziomie musizmu, to wchodzisz w takie manipulacje, jak w masło. A przecież zupełnie nie o to chodzi, żeby ktokolwiek Ci mówił, co masz robić, tylko o to, żebyś była zdolna sama to poczuć.
Czasami, kiedy zmęczymy się naszym poczuciem musizmu, wchodzimy w tryb:
NIC NIE MUSZĘ. WSZYSTKO MOGĘ!
No i znowu, to nie do końca tak wygląda. Są rzeczy, działania, jakości, które rzeczywiście musisz np. musisz oddychać, jeść, pić i inne takie 😉 To są działania związane z musizmem obiektywnym (obiektywnie rzecz biorąc, serio musisz je robić), ale nim się zajmiemy za kilka tygodni, bo on należy do…. poziomu intencji.
Dzisiaj zajmujemy się musizmem subiektywnym, czyli wtedy, kiedy tylko się nam wydaje, że to co wymyśliłyśmy, to niezbędna konieczność.
Jak rozpoznać musizm subiektywny?
💙 Inni wcale nie muszą
Jeśli znajdziesz choć jedną osobę, która powie ‘a ja nie muszę’, to znaczy że jesteś w tym temacie na poziomie -2.
Musisz wypijać garść suplementów, żeby uzupełnić wszystkie niedobory, bo z jedzeniem przecież się nie da? Zaskoczę Cię – ja nie muszę.
💙 Czy ktoś przez to zginie?
Ogólne założenie jest takie, że MUSISZ, bo inaczej stanie się coś niewyobrażalnie złego i umrzesz albo Ty, albo ktoś bliski. No i zasadnicze pytanie: jak nie ugotujesz mężowi obiadu, to on serio umrze z głodu, czy ogarnie na tyle, żeby pójść zjeść do knajpy albo sam sobie coś ugotuje?
Jeśli bezpośrednio nikt przez Twoje działanie lub jego brak nie zginie (lub nie stanie się realna krzywda), znaczy że to tylko Twoje ego ma dziwne zapiski w swoich notatkach i masz zbyt wygórowane poczucie własnej sprawczości (to tak pół żartem 😉 )
💙Kto Ci to powiedział?
Jeżeli Twoje poczucie musizmu pojawiło się przez przekonywania innych, to nie chcę Cię martwić, ale to ściema, bo to ich przekonania, a nie Twoja prawda. Mama mówiła, że nie wolno się złościć, że trzeba być skromnym, nie wychylać się i być posłusznym? Kiedyś usłyszałam zdanie, że depresja to nagroda za bycie grzecznym. Ogólnie wiele dolegliwości jest ‘nagrodą’ za przebywanie w musizmach.
Jeśli chcesz być zdrowa, ale Twój emocjonalny stan to musizm subiektywny, to będzie Ci towarzyszyć ogromna frustracja, jakby cały Wszechświat sprzyjał Ci w tym, żebyś przypadkiem nie zrealizowała swojego celu i nie była zdrowa. Kiedy tylko, będziesz chciała pójść w kierunku zdrowia, będą pojawiały się kryzysy, pożary do ugaszenia, najbliżsi będą na Ciebie liczyć. Będziesz przytłoczona ilością spraw, tematów, sposobów, metod, ludzi i w ogóle wszystkiego.
Szczerze mówiąc, musizm to mój najNIEulubieńszy poziom Drabiny Kreacji®
Co możesz zrobić jeśli w jakimkolwiek aspekcie, temacie i wątku, jesteś na tym fantastycznym poziomie Drabiny Kreacji ®?
Przesiej to, co czujesz, że musisz przez 3 sita, które napisałam wyżej
💙 Czy wszyscy ludzie na ziemi tak muszą?
💙 Czy ktoś przez to zginie?
💙Czy sama to wymyśliłaś?
Kiedy uświadomisz sobie, że NIE, nikt przez to nie zginie, inni wcale tak nie muszą i nie, nie wymyśliłaś sobie tego sama, to pojawi Ci się automatycznie bardzo duży ładunek emocjonalny zwany ‘wkurwem’, który wypcha Cię na poziom gruntu.
Ale o tym będzie za 2 tygodnie, bo za tydzień będzie o tym, że nie wiem. Znaczy serio, poziom -1 nazywa się ‘nie wiem’ i o tym Ci napiszę 🙂
Nie wiem
poziom -1
Rozwiń artykuł o poczuciu niewiedzy
Nadal jesteśmy pod powierzchnią gruntu, chociaż, już widać światełko w tunelu. Na tym poziomie zauważasz w swoim otoczeniu różne elementy, narzędzia, metody, sytuacje, ale nie potrafisz stwierdzić, czy coś Ci służy, czy przeszkadza, czy jest pomocne, czy tego chcesz, czy nie. W zasadzie wiesz, że nic nie wiesz…
Znasz ten stan, kiedy coś byś zjadła, czegoś Ci się chce, ale zupełnie nie wiesz czego?
Otwierasz lodówkę, widzisz rzeczy, które niby lubisz, ale to nie to… Idziesz do sklepu, patrzysz na półki i kurde no nic Ci nie odpowiada…
Skanując swoje ciało, stwierdzasz, że nawet nie jesteś za bardzo głodna, ale i tak czegoś Ci się chce…
To właśnie jest poziom -1
I nie chodzi tu o jakieś pojedyncze nowe elementy, typu: usłyszałaś o nowej metodzie i nie wiesz jeszcze, czy jest dla Ciebie odpowiednia, bo musisz poznać więcej szczegółów, żeby zdecydować.
Chodzi o taki permanentny stan, w którym brakuje sensu, a wszystko wydaje się takie płaskie, nijakie, beznamiętne. Co ważne – wydaje się również, że nie ma opcji, żeby się to zmieniło.
Ten stan marazmu, to pewna pozostałość po byciu dzieckiem. Każdy człowiek był kiedyś mały i dopiero uczył się rozpoznawać świat. W okolicy pierwszego roku życia, kiedy dziecko jeszcze nie mówi i nie chodzi, ale intensywnie obserwuje świat, pojawiają się sytuacje, w których dziecko pokazuje coś rączką. Biedny rodzic próbuje najpierw zgadnąć o co chodzi: kubek na stole? jedzenie? zabawka? coś na ścianie? Jak uda się odnaleźć ten przedmiot, to jeszcze trzeba się domyślić, co dziecko by chciało, żeby się z tym stało: dać bliżej? schować z widoku? Jeśli rodzic się nie domyśli, dziecko zaczyna płakać. No i weź tu bądź mądry…
W dorosłości już nie mamy rodzica, który tak zawzięcie będzie walczyć o to, żeby pojąć o co nam chodzi. Sami sobie sterem, żeglarzem, okrętem…
Zdrowotny marazm
W temacie dążenia do zdrowia, bardzo często spotykam osoby, które utknęły na poziomie -1, chociaż nie mają o tym pojęcia. Po czym to poznać?
💙 Pytania dotyczą metod, a nie Ciebie.
Czy ta metoda działa?
To nie jest pytanie o Ciebie, Twoje doświadczenia, czy Twoje potrzeby, tylko o narzędzie. Każda odpowiedź będzie zła, bo nie będzie dotyczyła Ciebie. Każde narzędzie działa w tym zakresie, do którego zostało stworzone.
Powiedzmy, że chcesz zbudować drewnianą szafkę, idziesz do sklepu i pytasz czy ten śrubokręt działa i jest dobrym narzędziem. Sprzedawca zachwala jego trwałość. Kupujesz, wracasz do domu, chcesz się brać za robienie szafki, ale masz gwoździe i śrubokręt nie działa. Twój wniosek: sprzedawca oszukuje, nic nie działa, wszystko jest bez sensu.
Właśnie dlatego będąc na tym poziomie nie ma sensu brać się za realizację intencji.
💙 bezokolicznik, równoważniki zdań, ogólniki
Czego potrzebujesz? Zdrowia.
Jaka jest Twoja intencja? Wyzdrowieć.
Nie ma w tym ani Ciebie, ani żadnych szczegółów, konkretów, czegokolwiek, o co można by się oprzeć, chwycić i wyciągnąć do góry.
Te ogólniki i bezokoliczniki pojawiają nie bez powodu. Kiedy nie masz dostępu do siebie, swoich rzeczywistych i realnych potrzeb, w szufladkach, z których zaciągają się te informacje, pojawiają się fragmenty haseł wyłapanych z zewnątrz.
Jeśli wyłapałaś z otoczenia, że jeśli dolega Ci X to rozwiązaniem jest Y, to na pytanie czego potrzebujesz, odpowiesz Y, ale nie będziesz wiedziała dlaczego i po czym to rozpoznajesz.
💙 opowieści o innych
Kiedy nie wiesz nic o sobie, przerzucasz uwagę na innych. Na pytanie: czego potrzebujesz? opowiesz historię swojej rodziny, sąsiadów, czy koleżanek. Może nawet opowiesz, co było kiedyś, co już próbowałaś, jak nie zadziałało to, co stosowałaś, ale nie będziesz w stanie odpowiedzieć na pytanie, czego potrzebujesz.
💙 Cudza racja i substytuty
Niestety będąc na poziomie -1, jesteśmy podatne na cudzą rację i stosowanie substytutów. To poczucie niewiedzy, marazmu i bezsilności jest tak przytłaczające, że chcemy zrobić cokolwiek, żeby przestać się tak czuć. A wokół jest naprawdę ogrom zaleceń, gotowców i mądrych głów, które wiedzą lepiej, co się powinno robić.
Często spotykam osoby, które przedstawiają swój problem mniej więcej tak:
Specjalista X powiedział mi, że mam problem z Y, Wiola co o tym myślisz? co mam z tym zrobić?
A ja nie mam pojęcia 😂 bo to nie moja metodologia i ja nie wiem, co oznacza, że np. masz za mało Yin w trzecim oku 😅
W tym miejscu bardzo łatwo wciągnąć się w różne metodologie i filozofie, które są pomocne, ale tylko wtedy, kiedy wiesz, czego z nich potrzebujesz. Kiedy jesteś na poziomie -1, to wszystkie interesujące metody są tylko substytutami, które mają zastąpić wiedzę o sobie, swoich potrzebach i swoich intencjach.
Praca nad zdrowiem z tego poziomu jest po prostu niemożliwa, bo nie będzie w tym procesie Ciebie.
Czy to znaczy, że nie chcesz być zdrowa?
Wręcz przeciwnie.
Chcesz być zdrowa, tylko zupełnie nie wiesz, co to znaczy.
Dlatego, jeśli ktoś jest dobrym sprzedawcą, to sprzeda Ci swoje narzędzie, ale metody, w których korzystasz z własnej autonomii będą dla Ciebie niewyobrażalnie trudne. Co za tym idzie – podjęcie jakiejkolwiek decyzji w zgodzie ze sobą jest poza zasięgiem. Czekamy aż ktoś powie wprost: moja metoda jest najlepsza, jak chcesz wyzdrowieć, to musisz z niej skorzystać. Wtedy odczuwamy ulgę.
Tylko, że w tym momencie wpadamy niżej, na poziom musizmu, a przecież nie o to nam chodzi. Mamy się wygrzebać na powierzchnię.
Dlatego będąc na poziomie -1 potrzebujemy się zająć powrotem do siebie (niezależnie jak górnolotnie to brzmi).
Nie chcę!
poziom 0
Rozwiń artykuł o poczuciu niechcenia
To mój ulubiony z poziom (patrząc tylko na te niższe, bo z wyższych, to poziom intencji, ale to za parę tygodni się dowiesz, więc teraz udawaj, że nie wiesz 😁), bo tutaj pojawia się ogromny ładunek energetyczny do wybicia się wyżej. Ale o tym zaraz. Zacznijmy od początku.
Poziom 0, czyli poziom gruntu nie jest jeszcze na samej Drabinie, ale u jej podnóża. Co ważne, masz tutaj oparcie dla swoich stóp, więc nie spadasz niżej.
Czujesz tutaj ogromną frustrację, złość, wręcz wkurwa, bo jest dokładnie na odwrót niż powinno być.
💙 Ciągle Cię boli – NIE CHCESZ już cierpieć
💙 Nawet jak przez chwile jest lepiej, to zaraz jest gorzej – NIE CHCESZ ciągle spadać
💙 stosujesz milion różnych metod – NIE CHCESZ już tracić czasu, energii i pieniędzy na to co nie działa
💙 Jesteś pod poziomem gruntu ze swoim zdrowiem – NIE CHCESZ już być w poczuciu braku, czuć musizmu ani niewiedzieć o co Ci chodzi.
Możesz NIECHCIEĆ bardzo wielu rzeczy, możesz nawet czuć niechęć bez ukierunkowania – po prostu tak jak jest, tak właśnie Ci się zupełnie nie podoba. Właśnie to poczucie daje Ci po pierwsze wrażenie pewnego rodzaju stabilności (nie spadnę pod poziom gruntu, bo nie pozwolę sobie, żeby było gorzej niż jest), a po drugie umożliwia wyskoczenie na wyższe poziomy.
To, co czujesz, to jedno. To, co z tym zrobisz, to drugie.
Oczywiście najbardziej byś chciała wyskoczyć (wyleźć, doczołgać się…) do poziomu 7, ale to jeszcze nie ten moment.
Wyobraź sobie, że stoisz na ziemi, a chcesz się dostać na dach. Podstawiasz drabinę i co, jednym susem wskakujesz na daszek? No wiadomo, że nie.
Dlatego to nadal nie jest poziom z którego pracujesz bezpośrednio nad zdrowiem. Stąd chcesz się dostać na wyższe poziomy chcenia (poziomy 3-5: marzenie, intencja, deklaracja)
Co możesz zrobić?
💙 ZOSTAĆ
Jeśli od dłuższego czasu jesteś stale poddenerwowana, zirytowana, ciągle coś Cię wkurza, wytrącają Cię z równowagi najdrobniejsze drobiazgi, to bardzo (ale tak serio bardzo) prawdopodobne, że utknęłaś na poziomie 0 z jakimiś tematami.
Kiedy zorientujesz się, że jesteś na tym poziomie Drabiny Kreacji, to rzeczywiście warto tutaj na chwilę zostać, żeby załapać czego się nie chce (nie chodzi tu o logiczne i racjonalne rozumienie dlaczego się złościsz, ale o takie głębokie, wewnętrzne kliknięcie i połączenie kropek).
Jeśli jednak tu zostaniesz, bez wyciągania informacji i bez jakiegoś planu, to zaczniesz się urządzać w tym stanie permanentnego wkurwienia i Twój układ nerwowy zacznie wymiękać. Masz jakieś choroby autoimmunologiczne? Nie chcę Cię martwić, ale wielce prawdopodobne, że się tu urządziłaś.
💙 SZYBKO SIĘ WYNIEŚĆ
Zauważasz, że jesteś na poziomie 0, nie myślisz za wiele, wkurzasz się i wybijasz na wyższe poziomy. Brzmi dobrze, prawda? No ba!
Niestety, kiedy chcesz się szybciutko stąd zwinąć, to najczęściej wybijasz się tylko do poziomu 1-2 (on to ma, on mi to da), a Twoja pozycja jest nietrwała i szybciutko spadasz tu z powrotem.
W zasadzie, jeśli Twoim stałym celem będzie wynieść się stąd jak najszybciej, to wpadniesz w taki tryb ucieczki – stale biegniesz, ale nieważne dokąd, ważne co Cię goni. Ta ucieczka nie ma końca, bo to, czego nie chcesz, stale będzie Cię doganiać. Takie uciekanie, to ogromnie frustrujące zajęcie, które przechodzi w tryb życia.
💙 WRACAĆ
To kontynuacja poprzedniej techniki – po prostu im szybciej starasz się stąd wymiksować, tym szybciej tu wracasz. Wszechświat o Ciebie dba i ściąga Cię na ziemię tyle razy ile trzeba, żebyś wyciągnęła stąd wszystkie niezbędne informacje.
W tym miejscu chcę też zaznaczyć, że istnieją ludzie, którzy stale potrzebują zmian (bo mają ADHD, albo są numerologiczną 5, albo jeszcze z innego powodu) i takie wychodzenie i wracanie jest dla nich naturalnym sposobem rozwoju. Wtedy wygląda to w ten sposób, że zauważać, że jesteś na poziomie 0 – nie chcę!, po czym jak najszybciej starasz się wyjść, ale jednocześnie wyciągasz tyle informacji o tym czego dokładnie nie chcesz, ile dasz radę.
Ważne, żebyś była świadoma, że z tym samym tematem (wątkiem) tu wrócisz i będziesz wracać tyle razy ile będzie trzeba. Jeśli to Twój sposób funkcjonowania, to nie ma na co się denerwować, że tak masz, tylko to zaakceptować i pozwolić sobie działać w zgodzie ze swoją naturą.
💙 WYNIEŚĆ SIĘ NA STAŁE
Zauważasz, że jesteś na poziomie gleby, więc zaczynasz się rozglądać:
– co dokładnie Cię wkurza?
– Co konkretnie Ci się nie podoba?
– Czego tak naprawdę nie chcesz w tej sytuacji, w której się znajdujesz?
Wyciągasz sedno po co tu się znajdujesz. Jeśli wyciśniesz swój stan, jak cytrynkę i zauważysz wszystko, co potrzebujesz o sobie wiedzieć, to naładujesz się energią.
Będzie to energia agresji, która pozwoli Ci wypchać się z tego stanu i wyskoczyć na wyższe (te fajniejsze) poziomy typu marzenie lub intencja.
Czy wiesz, że niemowlę, które jeszcze jest w brzuchu, podczas porodu nie jest bezczynne? Dzidziusiowi przestaje podobać się w brzuchu, jest mu za ciasno i już NIE CHCE tam być, rośnie w nim energia agresji i wypycha się przez narządy rodne (wykonuje ruch obrotowy, czyli się przekręca i jednocześnie prostuje nóżki – trochę jak korkociąg).
To świadczy o tym, że energia agresji służąca wypychaniu się z tego czego nie chcemy, do tego, czego chcemy jest naszym naturalnym potencjałem – nie musimy się go uczyć, wystarczy że sobie na niego pozwolimy.
Najzdrowiej, najlepiej i najkorzystniej dla nas jest, kiedy nie zostajemy na poziomie 0 zbyt długo. Chodzi o to, żeby tylko wyciągnąć w tym miejscu dokładne dane na temat tego czego nie chcesz (ale tak naprawdę, a nie tak ogólnie). Jak to poczujesz, to automatycznie pociągnie Cię to do góry na poziom marzenia lub od razu intencji.
On to ma
poziom 1
Rozwiń artykuł
No i w końcu jedną nóżką włazimy na drabinę, już możemy powiedzieć, że coś robimy w kierunku osiągnięcia zdrowia, że przecież czujemy, o co nam chodzi, ale…
No właśnie. Ale dlaczego tak trudno jest mi osiągnąć zdrowie, kiedy innym przychodzi to tak łatwo? To niesprawiedliwe!
Dlaczego Wiola może się objadać wszystkim i nadal wygląda, jakby była niedożywiona, a ja wezmę głęboki oddech koło ciasta i już tyje o 2 kg?
Co więcej – ludzie którzy mają zdrowie, w ogóle o nie nie dbają! Palą, źle się odżywiają, w ogóle się nie ruszają i żyją, a ja TYLE robię i nic z tego nie ma.
Kojarzysz już o czym mówię?
Na tym szczebelku mamy dość ogólne pojęcie (chociaż na się wydaje, że bardzo dokładne i szczegółowe) czego chcemy. Najtrudniejsze jest to, że widzimy to w przestrzeni innych. Nie jesteśmy w stanie skupić się na swojej przestrzeni, swoich granicach, swoich zasobach, bo cała uwaga dotycząca tematu jest na zewnątrz.
Bazą tego stanu jest uczucie zazdrości.
I w tym miejscu muszę jasno i wyraźnie zaznaczyć, że zazdrość to uczucie jak każde inne, nie podlega ocenie moralnej (nie jest ani dobra ani zła), jest za to ‘tylko’ informacją.
O czym informuje zazdrość?
O tym, że zauważasz w cudzej przestrzeni, to co chcesz mieć u siebie.
To, co zrobisz z tym faktem, może już być właściwe (akceptowalne) lub niewłaściwe (nieakceptowalne).
Jeżeli działamy reaktywnie (reagujemy automatycznie na podstawie wyuczonych wzorców i schematów), to korzystamy najczęściej z dwóch opcji:
💙 CHCĘ TO SOBIE ZABRAĆ I KORZYSTAĆ.
To jest właśnie działanie niewłaściwe i nieakceptowalne.
– Skoro przychodzi mu to tak łatwo, to mu trochę zabiorę, a on sobie ogarnie od nowa.
– Skorzystam sobie z jego zasobów, przecież mu nie ubędzie.
– Trzeba się dzielić z tymi, co mają mniej, ja mam mniej, więc na pewno on chętnie się ze mną podzieli.
Dosadnie rzecz ujmując – to jest kradzież.
I w takich grubszych, klarownych sytuacjach zauważamy, że to jest niewłaściwe. Ale są też mniej jasne sytuacje, w których nam się to rozmywa i mamy naprawdę głębokie przekonanie, że przecież nic takiego się nie stało.
W ramach przykładu opowiem Ci moje doświadczenie:
Prowadziłam kiedyś warsztaty stacjonarne, były to zajęcia bezpłatne. Dawałam na nich niewiele wartości (w swoim mniemaniu, patrząc z perspektywy całej mojej metodologii to były naprawdę malutkie kawałeczki), ale uczestniczki były zadowolone. Robiłam to, żeby testować przekazywanie wiedzy i umiejętności oraz nauczyć się prowadzenia grupy.
Na jednych zajęciach robiłyśmy sobie nawzajem masaż, bardzo nietypowy i nieznany w Polsce. Po zajęciach dostałam od jednej z uczestniczek wiadomość typu:
‘Dziękuję, było super. Czy zgodzisz się, żebym użyła na swoich ulotkach Twojego imienia i nazwiska, jako osoby, która nauczyła mnie tej techniki? To dla Ciebie świetna reklama.’
Ekhm… coś tu poszło nie tak.
To jest właśnie stan ‘ona to ma’, a skoro ma, to ja mogę sobie to wziąć, korzystać z tego, ewentualnie na tym zarobić, bo przecież jej nie ubędzie.
Jeśli naszą automatyczną reakcją, jest ‘chcę z tego skorzystać, bo on to ma’, to bardzo łatwo możemy wskoczyć na kolejny poziom Drabiny Kreacji® (co wcale nie jest korzystne, ale o tym za tydzień).
Jak rozpoznać, czy reagujesz w ten sposób?
Sprawdź jakość wymiany energetycznej. Czyli, jeżeli z czegoś od kogoś korzystasz, to spróbuj zauważyć, co w zamian dajesz i czy to jest wartość wcześniej ustalona.
Przykłady:
1) korzystasz z mojego newslettera, czytasz go sobie, wyciągasz dla siebie korzyści (mam nadzieję 😅 ). Co dajesz w zamian? Swoją uwagę, czas, czasem odpowiedź. Czy to wartości ustalone? Tak. Zapisując się na któreś z moich wydarzeń, czy pobierając e-booka dowiedziałaś się i wyraziłaś zgodę, na to, że będziesz dostawać maile.
2) Korzystasz z webinarów, które są dostępne 24h. Nie możesz być na żywo, więc korzystasz z nagrań, ale nie nadążasz, więc sobie zgrywasz nagranie na dysk i oglądasz kiedy chcesz. Co dajesz w zamian za nieograniczone korzystanie z nagrań? Nic. Czy wartość za nieograniczony dostęp do nagrań była wcześniej określona? Tak – jest to płatne. Czy to w porządku z Twojej strony – nie.
💙 CHCĘ SIĘ NAUCZYĆ ZDOBYWAĆ TO TAK JAK ON
To jest działanie odbierane przez społeczeństwo, jako akceptowalne i właściwe.
– jeśli koleżanka schudła stosując dietę, to ja zastosuję tą samą dietę, bo też chcę być taka szczupła.
Tutaj nie kradniemy samego zasobu, ale zapożyczamy drogę jego zdobycia. Wcześniej musimy włożyć zaangażowanie w to, żeby poznać cudzy sposób na sukces.
Szczerze mówiąc, na tym opiera sie ‘instytucja’ wszelkich guru.
Niestety często wygląda to tak, że widzimy rybę, kojarzymy fakt, że ryba umie pływać i sądzimy, że jak nauczymy się pływać, to staniemy się rybą. No trochę nie bardzo to tak działa.
Co ciekawe – na tym sposobie reakcji bazują wszystkie case study, które reklamują różne metodologie. Case study, to historia osoby, która miała podobny problem do Twojego lub chciała osiągnąć podobną rzecz do Ciebie i osiągnęła rezultat stosując konkretną technikę.
Dzięki temu, że reakcja '‘zapożyczania’” drogi jest akceptowalna, to takie historie świetnie się sprzedają. Wydaje nam się (a w zasadzie jesteśmy pewne), że skoro u kogoś to zadziałało, to u nas będzie ten sam rezultat.
Tylko że my jesteśmy na poziomie 1 Drabiny Kreacji®. Z tego poziomu nie osiągniemy, tego, co chcemy.
Dlaczego?
Ponieważ nie jesteśmy w stanie poznać dokładnie zasobów, potrzeb, ograniczeń, intencji i drogi drugiej osoby. Nasza uwaga jest na zewnątrz, a to co na zewnątrz ma się nijak do tego, co mamy wewnątrz.
Przykład:
Miałam kiedyś klientkę, która chciała schudnąć (cel). Pracowałyśmy nad intencją i okazało się, że w jej konkretnym przypadku potrzebuje pojechać na wakacje i pozwolić sobie odpocząć (intencje), żeby mogła ten cel zrealizować. To były czasy, kiedy próbowałam różnych technik marketingowych, żeby dobrze komunikować to, czym się zajmuję i użyłam tej historii jako case study. Moim celem było zwrócenie uwagi na to, jak nietypowe intencje mogą pojawić się w bardzo zwyczajnym celu.
Po tym zgłosiła się do mnie osoba, która chciała schudnąć poprzez wyjazd na wakacje. Znowu coś poszło nie tak 😅
Dlatego nie używam studium przypadków, nie opisuję historii i doświadczeń klientek ani swoich. Historia i doświadczenia innych ludzi nie mają żadnego wpływu na to, co zadziała u Ciebie i czego Ty potrzebujesz.
(Tutaj możesz zrobić sobie przerwę, jeśli tekst jest dla Ciebie za długi jak na jeden raz)
To były dwie reakcje autonomiczne, ale nie musisz działać schematycznie. Możesz też zadziałać responsywnie. Czyli NIE z autonomicznych schematów, ale z poziomu świadomej decyzji.
Jak wygląda działanie responsywne?
Polega to na tym, że zanim zareagujesz, czyli wykonasz działanie, zatrzymujesz się analizujesz sytuację i pozwalasz sobie podjąć świadomą decyzję w jaki sposób chcesz zareagować.
Chodzi o to, że kiedy się zatrzymasz uwagą na tym, co czujesz i o co w tym chodzi, masz możliwość wyciągnięcia dla siebie wniosków. Przy działaniu reaktywnym, pomiędzy sytuacją/ odczuciem, a reakcją nie ma miejsca na nic.
Po co działać responsywnie?
Jeśli jesteś z jakiś swoim (mniejszym lub większym) tematem na poziomie 1 Drabiny Kreacji®, Twoim celem powinno być dotarcie na wyższe poziomy (marzenia lub intencji). Tak długo, jak Twoja uwaga skupiona jest na zewnątrz, na innych, tak długo nie jesteś w stanie się wydostać z tego szczebelka.
Działanie responsywne pozwala Ci po pierwsze wrócić uwagą do siebie (swoich granic, przestrzeni, potrzeb, zasobów, ograniczeń…) a w efekcie, wydostać się stąd i przejść na wyższe poziomy, z których możesz już bezpośrednio pracować nad swoim zdrowiem.
Jeśli będąc na poziomie 1 próbujemy tworzyć i realizować intencję, zamiast dążyć do przeniesienia się emocjonalnie na wyższe poziomy, zaczynamy krzywdzić ludzi. Nieumyślnie, nieświadomie, ale jednak.
Co możemy zauważyć jak się zatrzymamy?
💙 Instagramową wizję świata
Wydaje nam się, że inni mają łatwiej, bo widzimy tylko maleńki wycinek ich życia i to ten, który jest najładniejszy, najbardziej reprezentatywny i który nadaje się do pokazania innym. Nigdy nie wiemy z jakim zapleczem ktoś startuje, czy ma wsparcie, ile kosztuje go utrzymywanie takiej maski.
💙 Jest dobrze, bo gniot nie zniknął.
Skoro wiesz, że choroba/ dolegliwość/ problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy gniot zmuszający Cię do stosowania zamienników – zniknął; To kiedy przyjrzysz się dokładniej osobie, której zazdrościsz, że u niej problem się nie pojawił, ponieważ jej gniot jeszcze nie zniknął. Czyli jej tygrys dalej ją goni i jeszcze nie może poczuć, że bolą ją nogi.
To oczywiście jedna z możliwości, ale po prostu chodzi o to, że każdy człowiek jest na innym etapie swojego własnego procesu. Czasami jeszcze problem się nie pojawił, czasami to zaparkowany temat, czasami już przepracowany.
💙 Co jest dla mnie ważne
Najważniejszą rzeczą, jaką możemy zauważyć, kiedy się zatrzymamy, to co konkretnie jest dla nas ważne w tej sytuacji:
– Czego dokładnie zazdrościmy
– Co nas tak konkretnie trigeruje
– Co mojego odbija się w innych
– czego potrzebuję, żeby wrócić uwagą do siebie.
Co jest potrzebne, żeby zadziałać responsywnie?
💙 Świadomość, że ZASOBY WSZECHŚWIATA SĄ NIEOGRANICZONE.
To, że ktoś coś ma, nie oznacza, że Tobie tego zabraknie. Nie ma takiej opcji. Jeśli będziesz mieć przestrzeń na tą jakość i będziesz umieć ją przyjąć, to ją będziesz mieć. To, czy i w jakiej ilości mają ją inni, nie ma ŻADNEGO znaczenia dla Ciebie.
💙 Umiejętność PATRZENIA na zewnątrz, jak NA LUSTRO
Inni ludzie odbijają nam tylko i wyłącznie to, co jest w nas samych. Czasami dla układu nerwowego jest zbyt trudno powiedzieć sobie o czymś wprost, więc zauważamy to u innych, jak w lustrze. Lustro nie pokaże nic innego, dopóki oryginał się nie zmieni. Kiedy potrafisz patrzeć w ten sposób, możesz ze spokojem od innych wyciągać dla siebie niezbędne informacje.
💙 SZACUNEK DO swojej i cudzej DROGI
Każdy ma swoją własną, całkowicie indywidualną ścieżkę życia. Kiedy potrafisz to uszanować, nie przeszkadza Ci fakt, kto co ma, a czego nie ma. Jesteś w stanie przyjąć informacje o tym, co dla kogoś łatwe oraz co dla niego trudne i nie odnosić tego do swojego życia
💙 Znajomość SWOJEGO EGO
Twoje ego to zbiór zasad, ‘prawd’ o Tobie. Cechy jakości, przekonania, założenia, które uznajesz za prawdę o sobie. Jeśli znasz swoje ego i wiesz, jakie masz zapiski o sobie, możesz zarządzać swoim procesem.
Wyjaśnię na swoim przykładzie:
‘Mam tak, że jak wychodzę z kryzysu, to zanim z niego wyjdę, muszę się powkurzać na innych’ – taki mam zapis w swoim ego (czy ten zapis mi sprzyja, to inna historia). Przychodzi taki dzień, że ludzie mnie wkurzają, czasem ogólnie, czasem ktoś konkretny. I to NIE jest stan kiedy ja się denerwuję na ludzi, tylko stanowczo, to ludzie denerwują mnie.
– jedna moja część przeżywa z poziomu 1 zazdrość i niesprawiedliwość świata
– druga moja część cieszy się, że jestem blisko wyjścia z kryzysu (zgodnie z ego, ten stan pojawia się chwilę przed)
– trzecia moja część czeka, aż tej pierwszej przejdzie na tyle, żebym mogła sie zatrzymać i wyciągnąć wnioski.
Z zewnątrz może to wyglądać jakbym potrzebowała wsparcia, pomocy, rozwiązań, ale to by mi nic nie dało. Potrzebuję po prostu czasu, żeby przepuścić przez siebie wszystkie emocje i informacje, które się pojawiają.
Gdybym nie znała swojego ego pod tym względem, to byłabym potwornie zagubiona i nie wiedziałabym dlaczego świat tak bardzo mi nie sprzyja. A tak, to po prostu dzwonię do koleżanki (Agata, pozdrawiam 😄 ), mówię że jestem na poziomie 1 i muszę sobie poprzeklinać na ludzi. A jak już sobie ponarzekam, to znajduję rozwiązanie i kryzys mija.
On mi to da
poziom 2
Rozwiń artykuł
Najczęściej, kiedy poważnie zachorujemy, to w pierwszej kolejności szukamy najlepszego możliwego specjalisty, który nam pomoże. Każdy z nas kieruje się w tym pewnymi wartościami: dla jednej najważniejszy będzie poziom wykształcenia, dla innej czas doświadczenia w zawodzie. I nie ma w tym nic złego – to normalne, że chcemy dostać najlepszą możliwą opiekę.
Emocjonalnie jesteśmy na poziomie 2, nie wtedy kiedy chcemy uzyskać pomoc, ale wtedy kiedy przerzucamy na specjalistę odpowiedzialność za rezultat.
W tym stanie, naturalne jest dla Ciebie, że:
💙 Jeśli masz intencję, to inni będą starać się ją zrealizować
💙 inni (najczęściej ktoś konkretny) włożą 100% swojego zaangażowania w realizację Twoich planów
💙 Nie musisz nic tłumaczyć, czy wyjaśniać. Wystarczy że powiesz, jaki masz cel, a reszta już sama się zorganizuje i inni będą wiedzieć co i jak Ci dostarczyć.
💙 Proszenie o pomoc, wyjaśnianie, czego potrzebujesz uważasz za uwłaczające.
Pamiętasz jeszcze poziom musizmu (-2)?
Kiedy jesteś na poziomie +2 on mi to da, tego kogoś (on) próbujesz wcisnąć właśnie na poziom -2. Czyli Ty masz poczucie: musisz mi to dostarczyć, a ten ktoś ma poczucie: muszę jej to dostarczyć.
Jedną z cech musizmu subiektywnego jest poczucie, że jak nie zrobisz tego, co powinnaś, to stanie się krzywda. Właśnie na tym poziomie jest źródło tego uczucia – dasz mi to, czego chcę, albo stanie Ci się się coś złego. Czasami jest to takie super wyraźne, ale znacznie częściej to działania bardzo subtelne, oparte na intencji:
‘przecież to oczywiste, że on powinien mi to dostarczyć, jak nie dostarczy, to spotka go zasłużona kara.’
Tą krzywdą może być:
- zła opinia w internecie
- zrezygnowanie z usług
- brak zapłaty za usługę
- Pozew sądowy
- Nie wymieniam więcej, żeby nie podpowiadać 😄
Głównym punktem poziomu +2 jest cudza odpowiedzialność za Twój rezultat. Jeśli tej osobie, na którą liczysz uda się spełnić Twoje oczekiwania, to jesteś zadowolona, usatysfakcjonowana, chętnie płacisz za usługę, czy w inny, umówiony sposób podejmujesz się wymiany energetycznej. Jeśli jednak ktoś, wobec kogo miałaś oczekiwania, zawiódł, automatycznie blokuje Ci się możliwość wyrównania, ponieważ w Twoi poczuciu, nic nie otrzymałaś. Jesteś w stanie zauważyć rezultat lub jego brak i tylko to się liczy. Taki świat 0-1.
Czasami poziom 2 wygląda nieco inaczej – nie wiesz, kto mógłby Ci pomóc, ale koniecznie potrzebujesz, żeby pojawił się ktoś z zewnątrz, kto rozwiąże problem. Wtedy są dwie opcje:
💙albo ogłaszasz wszem i wobec swoje problemy – nazywam to ekshibicjonizmem emocjonalnym. Liczysz wtedy na to, że znajdzie się ktoś, kto przejmie Twój ból, poradzi sobie z nim i odda w zamian zdrowie i spokój. To trochę tak, jakbyś stała na rynku, wołała, że chce Ci się siku i liczyła, że ktoś za Ciebie się wysika.
💙 albo wybierasz jakiegokolwiek specjalistę/ osobę i wywalasz na nią całe swoje bagienko. Tak, jak wyżej, liczysz na to, że ta konkretna osoba ogarnie temat i odda Ci gotowe rozwiązanie. Zdarzyło mi się dostawać takie maile – to jest naprawdę trudne, bo widzę, że ktoś cierpi, ale pomoc w tej sytuacji jest po prostu fizycznie niemożliwa.
Co ciekawe…
Wielu specjalistów pracujących w temacie zdrowia reklamuje się, czyli ma marketing oparty właśnie na tym szczeblu Drabiny Kreacji® (schudnij 5kg stosując ten prosty trik). Wszystkie narzędzia, które opierają się na założeniu ‘wystarczy, że będziesz robić tą jedną prostą rzecz’ pochodzą właśnie stąd.
Przykład?
- rano na czczo pij szklankę wody z cytryną
- wypijaj dziennie jedną łyżkę octu jabłkowego
- nie jedz po 18:00
Trudno jest nam przyznać, że przebywamy na tym szczeblu. Dużo łatwiej zauważyć, że inni wychodzą z tego poziomu i stajemy się ich ofiarami, bo dajemy się ściągnąć do poziomu musizmu.
Bardzo łatwo jest nam również negatywnie oceniać osoby, które tu utknęły – w końcu są roszczeniowe, egocentryczne, zablokowane w swojej racji.
Tylko, że nie jest to kwestia woli, żeby tu przebywać. Nikt nie chce być zły człowiekiem, ani być uważanym za takiego. Jesteśmy tutaj, najczęściej przez wypracowane wzorce i schematy postępowania i dlatego, że inaczej nie potrafimy.
Kiedy pracujesz nad zdrowiem z pozycji ‘on mi to da’, jesteś stale sfrustrowana, bo wszyscy zawodzą. Na nikogo nie można liczyć. Robisz wszystko, co wydaje się możliwe, ale dostajesz tylko zamienniki, substytuty i po prostu chłam, którego nie chcesz. Wszyscy Cię wkurzają i niby jest dużo możliwości, ale tak naprawdę czujesz się ze wszystkim sama. Wydaje Ci się, że ludzie wokół Ciebie są złośliwi, że specjalnie Cię zawodzą.
Wychodzenie do działania z tego poziomu jest naprawdę potwornie męczące.
Osoby, które tutaj przebywają, nie chcą być roszczeniowe, tylko chcą, żeby w końcu coś zadziałało.
Co robić, żeby stąd wyjść?
To niełatwy temat. To ostatni szczebel przed tymi wyższymi z których pracuje się bezpośrednio nad zdrowiem. Więc jest to taka brama, ostatni zakręt, czy ostatni smok do pokonania przed uwolnieniem księżniczki.
Żeby móc się stąd wydostać trzeba po pierwsze uświadomić sobie, że się tu jest. Tak długo jak się temu zaprzecza, tak długo się tu tkwi.
Przyznanie się przed sobą, że działa się z poziomu 2 jest jak próba bohatera i następuje zwykle po bardzo trudnym procesie, w którym zostajemy sami, bo wszyscy nas opuszczają. Niestety, dopóki znajduje się ktoś, kto wpada w poziom musizmu w kontakcie z nami, tak długo mamy korzyści z przebywania na tym szczeblu i nie ma opcji, żeby pojawiła się możliwość wyjścia. Dopiero kiedy wszyscy nas opuszczą, zostaniemy całkiem same i jedyną osobą, na którą możemy liczyć jesteśmy my same, pojawia się przestrzeń na wykonanie skoku wiary i wzięcia odpowiedzialności za rezultaty na siebie. Jest to cholernie przykry i trudny proces.
Przypomina to trochę ‘obsługę’ osób uzależnionych – żeby dotarło do nich, że mają problem, trzeba przestać im pomagać i pozwolić, żeby osiągnęli swoje własne dno. Tylko wtedy mogą się od niego odbić. Tak długo, jak pomagamy i ratujemy uzależnionego od konsekwencji, tak długo nie pozwalamy mu wyzdrowieć.
Marzenie
poziom 3
Rozwiń artykuł
Być może pamiętasz, jak opisując najniższy poziom Drabiny, wspominałam, że większość ludzi jest w poczuciu braku dotyczącym takiego całego, ogólnego zdrowia, jako naszego naturalnego stanu. Tymczasem w kwestii chorób (żeby się ich pozbyć) większość ludzi jest właśnie w strefie marzenia. To znaczy, że cały zestaw naszych odczuć i emocji pokazuje nam jak bardzo bardzo chciałybyśmy być zdrowe (= żeby tej choroby nie było). Czasem to dotyczy całej choroby, czasem jakiegoś zestawu dolegliwości, a czasami tylko jednego objawu.
O co tutaj chodzi?
Na poziomie marzenia, skupiasz się na sobie – Twój cel jest Twój, ale jego realizacja jest niemożliwa ponieważ brakuje Ci zasobów. W poczuciu braku (poziom – ∞) te zasoby nie istniały. Tutaj masz świadomość ich istnienia, ale masz poczucie, że Ty nie dasz rady ich zdobyć, więc się nawet za to nie bierzesz.
To taki stan bujania w obłokach – kiedy wiesz, że nie będziesz tego realizować, to możesz pozwolić sobie wyrazić to, czego naprawdę być chciała. Możesz snuć wyobrażenia o pięknym życiu.
Są osoby, które uwielbiają być na tym szczeblu – mogą rozwijać i budować ogromne wizje bez kierowania energii w jakąkolwiek sprawczość.
Są też osoby, które nie cierpią tu być – po co tracić czas na myślenie o tym, co się nie ma prawa spełnić?
I tu dochodzimy do sedna. Na tym szczeblu mogą pojawić się 3 postawy, które nam nie służą:
💙 Tu mi dobrze – zostaję
Nie ma tu sprawczości, więc nie ma również rezultatów, a co za tym idzie – nie ma konsekwencji i odpowiedzialności. Tutaj w zasadzie odpoczywamy, a przynajmniej tak nam się wydaje. Problemem jest brak realizacji celu. Zostając tutaj jesteśmy jakby zawieszone pomiędzy byciem, a niebyciem. Może się zdarzyć, że utkniemy w marzeniach, a to co dzieje się w naszym realnym życiu będziemy wypierać. Przez to nie zauważymy możliwości, szans i rozwiązań – po prostu je ominiemy, bo tak mocno będziemy przyzwyczajone do tego, że nie mamy zasobów.
Kiedy decydujesz się (świadomie lub nie) tu zostać i się zadomowić, jest duża szansa, że zbudujesz sobie bazę konformizmu, którą błędnie nazywamy strefą komfortu (komfort to pozytywna jakość naszego życia!).
💙Nie chcę tu tkwić – realizuję marzenia
To druga skrajność, w której pomimo braku zasobów, staramy się realizować to, co się nam w głowie urodzi. Tylko, że tutaj serio nie masz jeszcze zasobów. Nie wiesz, czego będziesz potrzebować. Nie wiesz nawet, jak dokładnie będzie wyglądać, to czego chcesz.
To trochę tak, jakbyś marzyła o dużej rodzinie i w pierwszej kolejności poszłabyś do sklepu kupić sukienkę ślubną i sprawdzała, czy są miejsca w przedszkolu. Tylko że nawet jeszcze nie masz partnera, ani nie wiesz gdzie go znaleźć.
Działając w ten sposób, bardzo łatwo jest z tej Drabiny Kreacji® spać niżej – na poziom 2 ‘on mi to da’, a nawet do musizmu (-2), czy poczucia braku (-∞).
💙Pójdę stąd jak mi się spełni – ja poczekam
To jest postawa pomiędzy, ale nadal problematyczna. Mamy świadomość, że nie mamy zasobów, ale przecież mniej więcej wiemy, czego chcemy. Do tego jesteśmy pewne, że wszechświat nam sprzyja, więc czekamy aż się nasze marzenia zrealizują. Tylko, że samo to się nic nie dzieje. Przyjmując taką postawę zapominamy całkiem o 7 i 8 kroku w podróży do zdrowia (sięganie, przyjmowanie i wyrzucanie śmieci). Na poziomie marzenia nie sięgamy i nie przyjmujemy, nie dlatego, że nie chcemy, tylko dlatego, że na tym szczeblu jeszcze nie płynie energia w stronę sprawczości.
Z tej postawy łatwo spaść na poziom marazmu (-1), bo nie wiemy co nie działa – cel jest, przecież w zasadzie wiadomo o co chodzi, a tu kurde nic się nie dzieje – ja nie wiem co jest nie tak! I myk – jesteśmy w marazmie.
Te problematyczne postawy będziemy przyjmować, kiedy nie będziemy rozumieć szczebla marzenia. W rzeczywistości jest to naprawdę piękny i potrzebny szczebelek, a przebywanie i praca z jego poziomu może być bardzo miła i przyjemna. Trzeba tylko wiedzieć, o co tutaj chodzi i co z tym zrobić.
Najważniejsze cechy szczebla marzenia:
💙 To co chcesz, jest daleko – i to jest dobra wiadomość. Śmieci, które masz do wyrzucenia nie spadają Ci na głowę, ale są odsunięte. Możesz się im przyjrzeć. Masz czas i przestrzeń, żeby dopracować to czego chcesz, zanim to przyjmiesz.
💙To co chcesz jest w kawałkach – i to kolejna dobra widomość. Nie spada Ci na głowę od razu całe kowadło, ale masz w różnych miejscach, rożne kawałki układanki. Możesz się im przyglądać pojedynczo, w małych fragmentach.
💙 To co chcesz, jest plastyczne – i to już trzecia dobra wiadomość. To co chcesz możesz jeszcze uformować, poprawić, zmienić, bo na tym poziomie jest to miękkie, plastyczne, niewyraźne. To jak bardzo wstępny szkic, który dopiero stanie się pięknym obrazem.
Kiedy zrozumiesz te trzy jakości i cechy poziomu marzenia, załapiesz, dlaczego nie ma tu sprawczości – tu się nie realizuje, tu się dopieszcza 😁
Jeżeli jesteś na poziomie marzenia, Twoja praca powinna polegać na wzmocnieniu tego, czego chcesz, na dopracowaniu, nadaniu temu kształtu i wyrazistości. Tutaj testujesz, sprawdzasz, poprawiasz, aż Ci kliknie o co tak naprawdę Ci chodzi.
W podróży do zdrowia jest krok 6 – zobacz co przychodzi – jest on związany właśnie z pracą z poziomu marzenia. Budujesz zdanie określające, to co chcesz, ale potem okazuje się, że nie dokładnie o to Ci chodziło, że to jednak troszkę co innego ma być – i to jest ok. Na to jest czas, miejsce i przestrzeń właśnie na tym szczebelku.
Wszechświat nie zarzuca Cię pomysłami na realizację, nie przypomina co 5 min że powinnaś coś tam ogarnąć, przyjąć, wyrzucić, przeanalizować. Jak tutaj jesteś, to Wszechświat wie, że Ty sobie testujesz i to szanuje.
A w momencie, kiedy Ci kliknie o co Ci tak naprawdę w tym momencie chodzi – przeskoczysz automatycznie na poziom intencji, który omówię w przyszłym tygodniu.
Intencja
poziom 4
Rozwiń artykuł o intencji
Zaczniemy od opisu stanu emocjonalnego, który mamy na tym poziomie. Co tutaj czujesz?
CHCESZ być/mieć/ dostać, a to znaczy, że masz świadomość, że jeszcze tego nie masz. Z naciskiem na JESZCZE. Nie wpadasz w poczucie braku, czy panikę, że tego nie ma. Po prostu widzisz, że jeszcze tego nie ma i traktujesz to tylko jak zwykłą informację o zastanej rzeczywistości. Coś na zasadzie:
Skończyła się musztarda.
Acha, ok, to trzeba będzie kupić.
To co na tym poziomie jest super ważne, a czego nie ma na poziomie marzenia, to poczucie, że masz WSZYSTKIE niezbędne zasoby do tego, żeby to coś zrealizować, albo możesz te zasoby w łatwy sposób zdobyć.
Pamiętasz, jak przy poczuciu braku opisywałam afrykańską wioskę, w której nie ma wody? Na poziomie 4, jeśli nie masz wody, to dokładnie wiesz, co musisz zrobić, żeby tą wodę mieć. Załóżmy że masz remont i dlatego nie masz wody. Co potrzebujesz zrobić?
- pójść do sklepu i kupić 5l baniaczki na zapas.
- wezwać fachowca, który podłączy wodę i usunie awarię
- opracować plan oszczędnego gospodarowania wodą
To nie jest tak, że Ty chcesz i to samo się zrealizuje.
O nie!
Ty wkładasz w to swoją pracę, zaangażowanie i uwagę.
I w tym miejscu pojawia się nam kilka ważnych wątków:
💙 Po pierwsze – musizm obiektywny.
Być może zwróciłaś uwagę, że wyżej napisałam, że wiesz, ci MUSISZ zrobić. I być może pomyślałaś ‘zaraz, zaraz, ale musizm, to jest poziom -2, pod powierzchnią gruntu i co on tutaj w ogóle robi?
A no to nie jest ten sam musizm. Tamten podziemny to był subiektywny, a ten jest obiektywny. Jak go rozpoznać?
- Pochodzi z wnętrza
To jest poczucie, które wychodzi z Ciebie. To Ty czujesz, że właśnie to musisz, żeby zrealizować swoją intencję. Dla innych ludzi na pierwszy rzut oka może to być nieracjonalne, albo zupełnie nielogiczne. Stanowczo nie jest to żaden przykaz odgórny. Możesz np. powiedzieć, że jak Ty nie masz wody, to wcale nie musisz kupować 5l baniaczków, tylko musisz podejść do sąsiada, żeby Ci pożyczył wodę. I to jest jak najbardziej ok, bo to Twój własny musizm. - Jest związany z intencją.
Często mówimy skrótowo: muszę X, ale w musizmie obiektywnym, tam jest ukryta intencja, której po prostu często nie wypowiadamy. Całość brzmi mniej więcej tak: Chcę X, więc muszę Y. Skończyła się musztarda, chcę jutro zjeść kiełbaski, więc muszę skoczyć do sklepu. - Nic się nie stanie, jak go nie zrealizujesz
Zero spiny i presji. Jak nie podjedziesz do sklepu, to po prostu zjesz kiełbaski z ketchupem. Albo pojedziesz do sklepu, ale zapomnisz kupić musztardy – luz, kupisz następnym razem. Nie ma Twojej ulubionej musztardy? Podjedziesz do innego sklepu, albo wybierzesz inną. Zero spiny i presji. - Inni też tak muszą
każda osoba dokładnie z tym samym zestawem zasobów i tą samą intencją musi dokładnie to samo. Takim zestawem intencji i zasobów, które każdy z nas ma takie same, to jest wola życia i biologia ciała. Każdy z nas żyje ponieważ ma wolę życia (intencja życia). Każdy z nas ma też ciało i każdemu człowiekowi wątroba oczyszcza krew, a nerki filtrują mocz. Nie ma ludzi, którym mózg trawi, a tarczyca wytwarza insulinę – bo każdy z nas ma taką samą biologię. No i wracając do intencji, żeby żyć (utrzymywać i realizować intencję życia), każdy z nas musi: oddychać, dostarczać pokarm, pić. Nie ma człowieka, który powie ‘ja nie muszę oddychać’
💙 Po drugie – posiadanie zasobów
Napisałam wyżej, że na poziomie intencji masz zasoby, lub możesz je w łatwy sposób zdobyć. Więc jak w końcu? Masz je, czy nie?
Chodzi o to, że w swojej takiej całkiem osobistej, prywatnej przestrzeni możesz nie mieć wszystkich zasobów pod ręką, ale są one dostępne szerzej i wystarczy po nie sięgnąć.
Wracamy do musztardy:
- Jeśli masz wszystkie zasoby, to na wieść, że musztarda się skończyła, idziesz do spiżarki i otwierasz kolejny słoik. Musztarda jest w Twoim zasięgu, masz ten zasób. Uwaga! włożyłaś pracę i zaangażowanie, bo w końcu odkręciłaś ten słoik 🙂
- Jeśli nie masz wszystkich zasobów, ale możesz je łatwo zdobyć, to po nową musztardę musisz skoczyć do sklepu. Wkładasz trochę więcej zaangażowania i pracy, ale jest to dla Ciebie łatwe i naprawdę proste, bo sklepy są, musztarda w każdym sklepie jest. Nawet jeśli nie masz samochodu, to możesz podjechać tramwajem albo autobusem. Skorzystanie z zasobów, które pomogą Ci zrealizować intencję są po prostu dostępne i jest to kwestia tylko skorzystania z nich.
💙 Po trzecie – proszenie o pomoc
No i znowu być może zwróciłaś uwagę, że kiedy opisałam przykład braku wody, to powiedziałam, że musisz wezwać fachowca. No i może zapaliła Ci się lampka czerwona ‘przecież o tym, że korzystamy z cudzych jakości i umiejętności, są niższe poziomy, zwłaszcza +2 on mi to da. O co tu chodzi?’
Rozróżnianie ‘proszenia o pomoc’ od ‘oczekiwania ratunku’ jest tutaj super ważną umiejętnością. Tutaj, na poziomie 4 nie oczekujesz, że ktoś Cię uratuje i że MUSI to zrobić, bo Ty chcesz. Tutaj po prostu, na luzie i bez presji (luz i brak presji sponsorują ten odcinek) korzystasz z jakości, narzędzi i umiejętności, które inni dają z własnej woli i co ważne – zachodzi tutaj równa wymiana energetyczna.
Jeśli dzwonisz po fachowca, on przyjeżdża, naprawia, a Ty mu płacisz, to to jest korzystanie z pomocy.
Jeśli błagasz sąsiada, żeby przyszedł i popatrzył na awarię, bo przecież jest facetem i powinien się znać, to NIE jest proszenie i korzystanie z pomocy, tylko oczekiwanie ratunku.
💙JAK PRACOWAĆ Z POZIOMU INTENCJI?💙
W zasadzie o tym jest 10 kroków do zdrowia, co dokładnie, krok po kroku wyjaśniam na nagraniach ostatniego cyklu (serio zajrzyj na sam dół po bonusik 😁). Tutaj przedstawię sytuację skrótowo (jak na mnie, dodajmy).
Poziom intencji jest bardzo przyjemny w odbiorze, bo czujesz czego chcesz i dostajesz w swoją przestrzeń wszystkie niezbędne zasoby. Dzieje się tak, ponieważ jeszcze nie do końca wybrałaś czego konkretnie chcesz (jest kilka możliwości i wariantów), a Wszechświat Ci sprzyja i dostarcza zasoby pod wszystkie możliwości.
Tak naprawdę tworzenie intencji – zdania intencyjnego opisującego, czego chcesz, jest jak robienie listy zakupów.
Na liście piszesz: musztarda. Nie decydujesz jeszcze czy to będzie ostra, łagodna, miodowa, francuska czy czeska. Nie decydujesz w tej chwili jakiej firmy musztardę kupisz. Na ten moment decydujesz CO chcesz, a nie jakie to dokładnie będzie. Na ten wybór przyjdzie czas później (znaczy za tydzień, kiedy będę opisywać kolejny szczebelek).
To co napiszesz na swojej liście (jakie zdanie intencyjne stworzysz) uruchamia proces zaangażowania, czyli chce Ci się iść do sklepu i kupić tą musztardę.
W temacie zdrowia trzeba mieć więcej uważności niż przy zakupach spożywczych, bo to są całkiem nowe jakości i zanim się je zdobędzie, to trzeba umieć je przyjąć, posprzątać śmieci, żeby zrobić im miejsce (znowu odnoszę się do 10 kroków).
Ale i tak to, co najsuperowsze na tym szczebelku, to to, że te zasoby, które są Ci potrzebne do realizacji po prostu się pojawiają (nie tak całkiem same, bo Wszechświat o to dba) i czekają aż z nich korzystasz i masz automatycznie włączone zaangażowanie.
To jest naprawdę niebywałe, jak moje klientki wskakują na poziom intencji i piszą mi, że nawet nie zwróciły uwagi kiedy zaczęły realizować to co chciały, bo w zasadzie samo się jakby zadziało. No tak właśnie działa inencja.
Nie musisz robić sobie planów, harmonogramów, przypominajek… Po prostu działasz, bo wszystkie Twoje części, tak samo jak Ty, chcą żebyś to zrealizowała.
A Wszechświat?
On tylko odpowiada na Twoje odczucia. Twoje odczucia informują: mam wszystkie zasoby do tego, żeby to zrealizować.
Więc Wszechświat mówi: acha, ok. I dostarcza zasoby, które są gotowe do skorzystania.
To, co w pracy z intencją jest super ważne, to że masz jeszcze przestrzeń, czas i możliwość, żeby zmienić to, co chcesz. Jest troszkę ciaśniej i wyraźniej niż na poziomie marzenia, ale i tak nadal jest sporo miejsca. Zanim dotrzesz do sklepu możesz zdecydować, że jednak weźmiesz ketchup. Możesz skreślić z listy coś, co stwierdzisz, że jednak nie jest Ci potrzebne. Możesz zawrócić do domu i wcale nie wchodzić do sklepu.
Przy pracy z intencją nad zdrowiem, to jest całkowicie normalne, bo dopiero się siebie uczysz, poznajesz i dopracowujesz komunikację ze sobą i ze Wszechświatem. Po czasie, kiedy będziesz już doświadczona, to zdrowotna praca z intencją serio staje się tak prosta jak kupowanie musztardy. Ale powtórzę – do tego trzeba doświadczenia, czyli ćwiczenia, testowania i powtarzania (no i znowu odsyłam do 10 kroków)
Deklaracja
poziom 5
Rozwiń artykuł
Poprzedni poziom (intencji) był, jak robienie listy zakupów. Teraz, na poziomie deklaracji, właśnie te zakupy robisz.
Fundamentem szczebla 5 jest stanowcza pewność, co dokładnie (ze wszystkimi możliwymi szczegółami) chcesz dostać, a poziom Twojego zaangażowania jest tak wysoki, że po prostu to realizujesz. Tu nie ma przestrzeni na zastanawianie się i ewentualną zmianę decyzji.
Bardzo podoba mi się opis: składanie zamówienia u Wszechświata, bo dokładnie na tym polega działanie, które tutaj się podejmuje.
W sklepie stacjonarnym bierzesz wózek, wchodzisz do sklepu i wybierasz produkty z półek. Jeśli na liście zakupów masz musztardę (intencja), to teraz jest moment decyzji jaką dokładnie musztardę chcesz kupić. Potrzebujesz zdecydować o wszystkich parametrach:
- W jakim opakowaniu? W słoiku czy plastikowym pojemniku? Jak w plastikowym, to takim z dziubkiem do wyciskania, czy zatykaną dekielkiem?
- Jaki poziom ostrości? Ostrą? łagodną? słodką…?
- Z jakiej firmy? Kotlin, roleski, pudliszki, marka własna biedronki czy lidla?
- Jak duże opakowanie? Jak najmniejsze, żeby tylko spróbować, czy jak największe, żeby starczyło dla całej rodziny?
Do tego mogą jeszcze pojawić się cechy, które dla Ciebie mają znaczenie:
- Czy ma być bio/eko?
- Czy musi być bezglutenowy?
- Czy powinien mieć jak najprostszy skład?
- Czy może mieć w składzie cukier?
- Czy data ważności musi być bardzo odległa?
- Czy producent jest z Polski?
A to przecież tylko musztarda…
Tak naprawdę Ty te decyzje wszystkie kiedyś podjęłaś, albo podjęli je za Ciebie rodzice, a Ty po prostu dalej się ich trzymasz. Na ty poziomie Ty znasz odpowiedzi na te pytania, albo potrafisz powiedzieć, że dany aspekt nie ma dla Ciebie znaczenia. Jesteś pewna swoich decyzji, bo są one już jakby wgrane do Twojej podświadomości.
Dzięki temu, w sklepie pozostaje Ci do podjęcia decyzja ostateczna: który bierzesz?
Tak naprawdę to na poprzednim poziomie (intencji) uczysz się i doświadczasz rezultatów swoich decyzji: wzięłaś pierwszą lepszą, okazała się za łagodna i teraz już wiesz, że chcesz ostrą.
Jak wybierzesz, to wrzucasz produkt do koszyka i to jest właśnie Twoja deklaracja – deklarujesz, że ze wszystkich istniejących w tym sklepie musztard, kupisz właśnie tą. Podchodzisz do kasy, wykładasz towar i kiedy musztarda zrobi piiip (a w sumie to kasa tak zrobi na widok musztardy), to jedyne co Ci pozostaje, to zapłacić.
I niby możesz złożyć reklamacje, zrobić zwrot towaru (nie każdego), ale z tym jest dużo zachodu.
Ja tak mocno skłaniam się do pracy z poziomu intencji, bo tam po prostu jeśli okaże się, że czegoś nie chcesz, to skreślasz to coś z listy zakupów. Kiedy pracujesz nad zdrowiem z poziomu deklaracji, zwroty to zupełnie inna para kaloszy.
Zwłaszcza, ze zakupy u Wszechświata wyglądają bardziej jak te internetowe – jak coś wrzucisz w koszyk, to zanim zobaczysz co dokładnie przyszło, najpierw za to płacisz.
Jak to przełożyć na zdrowie?
Tutaj nie możesz powiedzieć: chcę być zdrowa. Tutaj musisz dokładnie wiedzieć co to dla Ciebie oznacza, z jakich konkretnie elementów to Twoje zdrowie się składa i jak dokładnie każdy z tych elementów wygląda.
Tutaj musisz być precyzyjna, dokładna i rzetelna, bo rezultat trafi do Ciebie i Ty za niego płacisz (swoją energią, zaangażowaniem, uwagą, przestrzenią). Jeśli zamówisz sobie coś, co jest za duże i niemożliwe dla Ciebie do przyjęcia, bo po prostu nie masz na to przestrzeni i energii, to i tak to dostaniesz, tylko że całkowicie zrujnujesz swój układ nerwowy.
Co robić?
💙 Najpierw wybierz najmniejszy możliwy aspekt swojego zdrowia, którego jesteś w 100% pewna, jak ma wyglądać. Znasz jego koszt (z czego rezygnujesz przyjmując go) i masz zasoby, żeby go ponieść; wiesz jakie jego cechy są dla Ciebie korzystne i dlaczego. Ważne żebyś potrafiła tą jakość opisać innej osobie, tak, żeby ona dokładnie zrozumiała o co Ci chodzi.
Nie powiesz: chcę zjeść obiad. Powiesz chcę dużą porcję makaronu spaghetti z sosem carbonara.
Widzisz różnicę?
Tutaj bardzo przydaje się podział na 6 obszarów życia. Zdrowie masz jedno, ale obszarów, które na to wpływają jest 6. Każdy z tych obszarów ma mnóstwo osobnych tematów. Każdy temat zawiera sporo wątków i aspektów. Wybierz jeden.
💙 Opisz ten aspekt. Napisz najdokładniej jak potrafisz, wymieniając wszystkie możliwe cechy, jakości, koszty, wpływ na inne tematy. Opisz naprawdę WSZYSTKO co jest związane z tym aspektem, a co może mieć znaczenie.
Przypomina mi się tutaj hasło, które usłyszałam kiedyś na warsztatach u Agaty Dąbrowskiej z zamówień do Wszechświata: jeśli chcesz gęstych bujnych włosów, to dodaj że na głowie.
Jeśli masz kogoś zaufanego i ogarniętego, możesz z nim o tym pogadać, żeby ten ktoś zadawał Ci pytania o ten aspekt życia.
💙 Najlepiej to sobie napisać i wrócić po dłuższym czasie.
Jeśli po 1-2 tygodniach czytasz opis i nie wiesz, o co chodziło – to znaczy, że nie wychodziło to z poziomu deklaracji, tylko najprawdopodobniej z poziomu intencji.
Jeśli czytasz to i wiesz o co chodzi, ale masz poczucie, że już tego wcale nie chcesz. Chcesz zupełnie czego innego – to nie powinnaś w ogóle tego tematu ruszać i z nim pracować, bo najprawdopodobniej pochodzi on z poziomu musizmu.
Dopiero jeżeli po ponownym przeczytaniu opisu nadal dokładnie wiesz o co Ci chodziło i czujesz podekscytowanie, nie możesz się tego doczekać (mimo, że wiesz jaki będzie koszt), to znaczy że możesz działać dalej.
💙 Podziel to na mniejsze części. Twój opis powinien należeć raczej do tekstów dłuższych, niż krótszych. Zawiera zapewne szczegóły różnych jakości i mniejszych temacików. Wybierz jeden z nich, albo kilka najważniejszych, które stanowią sedno. Praca nad zdrowiem to nie wyścig, tutaj nic Cię nie goni, ani w ogóle nie liczy się czas. Więc najlepiej przetestować temat na mniejszym kawałku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zawsze możesz wrócić i zamówić resztę jakości.
💙 Stwórz deklarację, która będzie opisywać w szczegółach, to co zamawiasz. Deklaracja NIE jest jak intencja. To nie jest jedno proste zdanie. To w zasadzie dokument zamówienia, który powinien zawierać wszystkie informacje dotyczące tego, co zamawiasz.
Jeśli jesteś początkująca, to powinnaś korzystać z szablonu, który zawiera wszystkie niezbędne elementy. To trochę, jak tworzenie umowy – jeżeli piszesz umowę pierwszy raz w życiu, to korzystasz z szablonu. Kiedy będziesz obeznana i zaawansowana w tworzeniu zamówień, to możesz już pisać całkiem po swojemu. W końcu to komunikacja pomiędzy Tobą, a Twoim własnym Wszechświatem, więc jeśli nauczysz się tego specyficznego języka, będziesz mogła tworzyć deklaracje po swojemu.
💙 I to tyle. Potem czekasz na realizację, czyli przechodzisz kroki 7,8 i kolejne z schematu 10 kroków do zdrowia.
Na koniec mam taki apel do Ciebie:
Nie próbuj być na siłę na poziomie deklaracji. Żeby pracować z tego poziomu, musisz być tutaj porządnie osadzona emocjonalnie, czyli mieć w sobie ogromną pewność czego chcesz.
Jeśli rzetelnie pracujesz z poziomu intencji, to sama tutaj wskoczysz po pewnym czasie, albo wypracujesz to co chcesz i wskoczysz od razu na poziom 6.
A jeżeli zdecydujesz się działać, chociaż nie masz pewności – możesz sobie zrobić krzywdę, przeciążyć się i jeszcze mocniej rozchorować.
Praca nad zdrowiem wymaga przede wszystkim szacunku do siebie.

